środa, 28 grudnia 2011

Zmiana rzeczywistości

Od urodzenia budujemy własny obraz świata. Właściwie to nie zawsze my go budujemy. Nasza rodzina, znajomi, nauczyciele mówią nam, kim jesteśmy, jakie mamy zdolności, co chcielibyśmy robić. Czy zdarzyło się Wam usłyszeć: „Ty dziecko to jesteś humanistą i za matematykę się lepiej nie bierz” lub „Masz wybitne zdolności do rysunku”.
Nieważne, że rysować nie lubisz. I tak po pewnym czasie zaczynasz w to wierzyć i trzymać się tego, jak jakiegoś niepodważalnego dogmatu.
To samo odnosi się do opinii, jakie my mamy o innych. Opinie te nie są oparte na jakiś poważnych, czy choćby pobieżnych, analizach. Po prostu mamy swoje wyobrażenie o innych.   Ile razy zdarzyło się czekając na kogoś spóźniającego się na spotkanie myśleć: „ten to zawsze się spóźnia”, albo „to d... jeden, zawsze mnie lekceważy”. A przecież powody spóźnienia mogą być różne.
Ten sposób postrzegania rzeczywistości wypływa w istotny sposób na nasze życie. To nasze nastawienie często blokuje nasz rozwój, wpływa na nasze relacje z innymi, zamyka nas w jakimś zaklętym kręgu własnych niemożności. Chyba każdy zgodzi sie z twierdzeniem, że gdy myślimy  o winie osoby, która spóźnia się na spotkanie, to prawdopodobnie spotkanie zacznie się od wymówek. Z całą pewnością będzie to miało wpływ na dalsze wydarzenia.
Możemy to jednak zmienić poprzez zmianę postrzegania rzeczy, wydarzeń i siebie.
Zróbmy ćwiczenie.
Zastanówmy się nad jakąś sytuacją z naszego życia, np. głośny sąsiad.
Po pierwsze popatrzmy na to z naszej perspektywy. Jak to wydarzenie na nas wpływa? Co czujemy?
Po drugie, popatrzmy na to oczami tej drugiej osoby. Wczujmy się w sytuację tej drugiej osoby. Takie podejście pozwala na lepszą komunikację. Jest szczególnie przydatne, gdy chcemy naprawić z kimś relacje, gdy pracujemy nad swoim związkiem, gdy mamy trudnego współpracownika.
Po trzecie. Popatrzmy na to wydarzenie z punktu widzenia obserwatora, kogoś nie włączonego  w to wydarzenie. Można popatrzeć na to z punktu widzenia konsultanta, nauczyciela, doradcy czy może rodzica.
Róbmy takie ćwiczenia każdego dnia, a zobaczymy, jak zmienia się otaczająca nas rzeczywistość.

wtorek, 20 grudnia 2011

Nadzieja

Jakiś czas temu zwiedzałem Statens Museum for Kunst w Kopenhadze.Jest tam mnóstwo niezwykłych dzieł i można byłoby pisać o tym przez całe życie. Jednak, chcę opowiedzieć o jednej tylko rzeźbie. Stworzył ją Edvard Eriksen - ten sam, który w 1913 roku stworzył rzeźbę Małej Syrenki, a która stała się symbolem Kopenhagi. Rzeźbą tą jest Nadzieja (1904 rok). Wykonana z białego marmuru przedstawia kobietę tulącą dziecko. Zdjęcie nie oddaje emocji jakie towarzyszą, gdy stanie się przed tą rzeźbą. Jest tam i miłość i troska, i nadzieja. Nadzieja na dobre życie tego dziecka. Nadzieja na to, że będzie ono kimś niezwykłym, że będzie dobrym człowiekiem, że będzie ... wszystkim.
Mam dwie córki a ich narodzinom towarzyszyła właśnie nadzieja.
Boże Narodzenie już tuż ... tuż, a ja myśląc o tych świętach nie widzę żłóbka z dzieciątkiem,  lecz tę rzeźbę.




poniedziałek, 19 grudnia 2011

Karp w szarym sosie

Jak co roku przed świętami zastanawiam się czy Wigilia ma być tradycyjna, czy może dopuścić choćby odrobinę zmian. Generalnie do tradycji jakoś szczególnie przywiązany nie jestem poza jednym wyjątkiem – karp w szarym sosie. Nawet nie to, że karp to jakaś dobra ryba. Chodzi o ten sos  a właściwie o to zestawienie. Karp kojarzy mi się wigilią i dzieciństwem a szary sos to jak podróż do odległych krain. Jest w nim słodycz przełamana delikatnym aromatem limonki. Są tam rodzynki i cudowne płatki migdałowe. Do smaków tych wprowadza pewien niepokój piernik, nieodzowny składnik tego sosu. Wszystko to wzmocnione aromatycznym winem sprawia, że jak Sindbad wędrujemy po krajach orientu.
Poniżej moja interpretacja tego sosu.
Karmelizujemy  dwie łyżki miodu. Miód dobieramy w zależności od upodobań – może być nieco ostrzejszy gryczany lub neutralny wielokwiatowy. Dobry efekt daje też miód spadziowy. Robiąc karmel należy uważać, żeby miodu nie przypalić – jest wtedy bardzo gorzki.
Karmel zalewamy wywarem z ryby mieszając, aż do całkowitego rozpuszczenia się karmelu. Teraz dodajemy rodzynki, płatki migdałowe i sok z limonki. Można oczywiście dodać sos z cytryny lub ocet. Ja preferuję limonkę ze względu na łagodny smak i niezwykły aromat. Do całości wlewamy czerwone wino. Wino dobieramy według własnych upodobań. Ja zwykle używam porto.
Teraz bierzemy pierniki – najlepsze są zwykłe katarzynki.  Pierniki wkruszamy do sosu. Piernik dodaje aromatu i zagęszcza sos, dzięki czemu nie musimy używać mąki. W związku z tym, że bardzo lubię migdały, dodaję jeszcze troszeczkę zmielonych migdałów. To również zagęszcza sos. Zarówno pierniki jak i zmielone migdały, powinniśmy dodawać stopniowy, aby sos nie był zbyt gęsty.
Sos powinien być słodko-kwaśny, a zatem możemy dodać miodu lub soku z limonki w celu osiągnięcia idealnego dla nas smaku.
Karpia gotuję w wywarze w warzyw z dodatkiem ziela angielskiego i goździków.
Smacznego.

środa, 14 grudnia 2011

Budżet czasu

Jak długo będziesz się z tym grzebał?
To jest często zadawane pytanie. Czas jest cenny, bo nie można go kupić. Dlatego też, w zarządzaniu tworzy się budżety czasu. Wyobraźmy, że kierujemy kilkuosobowym zespołem. Raz na pół roku polecamy, aby każda osoba z zespołu zapisywała, z dokładnością do jednej minuty, wszystko co robi w ciągu dnia. Po tygodniu, zbieramy te dane i poddajemy analizie. Na podstawie zapisów robimy tabelę z uśrednionymi wynikami. Taka tabela staję się dla nas punktem odniesienia przy ocenie sprawności poszczególnych osób. Np. średni czas przepisywania 1 strony A4 na komputerze wynosi 15 minut. Jeśli w zespole znajdzie się osoba, która potrzebuje na to minut 40, to oznacza, że powinniśmy się tym zająć – wysłać tę osobę na kurs szybkiego pisania, lub skierować do innych zadań. Oczywiście, jeśli ktoś przepisuje tę stronę w ciągu 3 minut, to istnieje podejrzenie, że nie wykonuje tego prawidłowo – robi duże błędów lub pisze byle co.
Postępując w ten sposób możemy wybrać obszary do naprawy. I tak, jeśli prowadzimy wydawnictwo i przepisywanie tekstów jest ważne, to skracając czas przepisywania jednej strony zyskujemy przewagę konkurencyjną, gdyż możemy obniżyć ceny i czas realizacji.
Przy czasie 15 minut na stronę w ciągu 8 godzin otrzymujemy 32 strony.
Przy czasie 10 minut na stronę w ciągu 8 godzin otrzymujemy 48 stron.
Zysk jest widoczny.
A jeśliby zastosować tę metodę w życiu osobistym. Warunkiem koniecznym powodzenia jest chęć rozwoju i pomysł na to, jak wykorzystać zaoszczędzony czas.
Zapiszmy, ile czasu potrzebujemy na wykonanie jakiś ważnych i wykonywanych każdego dnia czynności. Np. moją pasją jest gotowanie i gotuję każdego dnia. Oznacza to, że przygotowuję śniadanie, obiad i kolację. Czasem jakiś deser. Powiedzmy, że zajmuje mi to 90 minut dziennie. Idąc dalej tym tropem mógłbym, poprawiając technikę gotowania – np. obieranie i krojenie cebuli – mógłbym zaoszczędzić 10 minut dziennie. Załóżmy, że gotuję 300 dni w roku i 50 lat w ciągu całego życia. Otrzymujemy: 10 x 300 x 500 = 150 tysięcy minut czyli 2,5 tysiąca godzin.
Kurs języka obcego zakończony certyfikatem trwa standardowo 600 godzin. Usprawniając swoją technikę gotowania, mógłbym zaoszczędzić czas wystarczający do nauczenia się 4 języków obcych.
A teraz możemy potraktować to jak zabawę liczbami, ale możemy też zająć się swoim budżetem czasu.
Powodzenia

wtorek, 6 grudnia 2011

Nie

Mahatma Gandhi powiedział: "Nie podyktowane najgłębszym przekonaniem jest lepsze i wspanialsze, niż Tak wypowiedziane tylko po to, aby kogoś zadowolić albo, co gorsza, by uniknąć kłopotów".
Każdego dnia ludzie zasypują nas rozmaitymi prośbami,  a to o pomoc, a to o pozostanie dłużej w pracy, a to rozmowę, pieniądze i tysiące innych spraw. Wielokrotnie mówimy "Tak" ponieważ nie chcemy komuś sprawić przykrości, boimy się, że mówiąc "Nie" stracimy pracę,     a może nie chcemy popsuć naszych relacji, albo dla świętego spokoju.
Niestety takie "Tak" niszczy nas. Zatracamy siebie i swoje cele. Musimy powiedzieć "Nie", żeby obronić własne cele  i własne pragnienia.
Punktem wyjścia do powiedzenia "Nie" jest stworzenie - uświadomienie sobie - własnych celów   i pragnień. Muszę  wiedzieć, co jest dla mnie największą wartością i tej wartości bronić.
"Nie" jest fantastyczny narzędziem w określeniu celu działania. Mów "Nie" wszędzie tam, gdzie powiedzenie "Tak" niszczy lub przeszkadza Ci w osiągnięciu Twojego celu. To "Nie" trzeba mówić również sobie i swoim nawykom i te nawyki zmieniać.

piątek, 2 grudnia 2011

Posiadanie

Ostatnim etapem przejścia od marzeń do realizacji jest osiągnięcie celu - jego posiadanie. Etap ten często jest powodem naszych rozczarowań i utraty motywacji do dalszych działań. Zdarza się, że to co osiągnęliśmy wydaje się nam jakieś małe, nieważne, niewarte uwagi. Marzyliśmy o dyplomie i kiedy go mamy to nagle wydaje się, że to nic takiego. Pragnęliśmy samochodu i kiedy wreszcie go posiadamy to wydaje się nam jakiś gorszy od innych. Często mówimy: "to nic takiego", "każdy mógł to zrobić", "nie ma o czym mówić". 
Takie podejście nie pozwala nam cieszyć się z naszych osiągnięć i zabija w nas motywację do dalszych działań.
Dobrym lekarstwem na to jest stworzenie własnych kryteriów sukcesu. Najlepiej to zrobić przed rozpoczęciem planowanie. Kryteria te mogą być różne, np: szybkość realizacji zadania, perfekcja, dyplom, certyfikat, włożony wysiłek lub dokładność realizacji. Jeśli to co osiągnęliśmy pozostaje w zgodzie z kryteriami jakie sobie wyznaczyliśmy to bądźmy dumni z siebie i swoich osiągnięć.


środa, 30 listopada 2011

Działanie

 Jakiś czas temu, w nowym mieszkaniu nie maiłem suszarki na pranie. Najpierw pojawiło się marzenie, później pragnienie i wreszcie plan kupienia i zainstalowani (posiadania) suszarki.  W moim planie było to suszarka mocowana na ścianie - właściwie na dwóch przeciwległych ścianach.
Zacząłem ten plan realizować. Pojechałem do sklepu. Kupiłem suszarkę i potrzebne akcesoria (śruby, kołki i inne). Po powrocie do domu pieczołowicie wywierciłem 6 otworów - po 3 na każdej ścianie. Wyjąłem suszarkę z opakowania i .... Okazało się, że tę suszarkę przykręca się do sufitu.
Odnosząc się do teorii zarządzania popełniłem w realizacji planu błąd. Tym błędem był wyeliminowanie etapu pośredniego, tzn. sprawdzenia.

Sprawdzenie, czyli taki rzut oka na to czy realizowany plan zbliża nas do celu, pozwala nam na wprowadzenie niezbędnych poprawek. W każdym planie są jakieś plany a poza tym, zmieniają się warunki zewnętrzne i wewnętrzne. Jeśli nie dokonujemy sprawdzenia realizacji i wprowadzenia korekt to zwykle nie osiągamy swojego celu.


poniedziałek, 28 listopada 2011

Dzięcioł czarny

Życie na wsi, poza wieloma plusami, ma też i słabsze strony. Do nich należy niewątpliwie podatność infrastruktury na awarie. Całą noc wiało, a zatem dziś nie ma prądu.
W związku z tym rano maiłem do wyboru złorzeczyć na niemożność pracowania lub zając się czymś innym. Spakowałem aparat i poszedłem nad Wisłę - niedaleko jest rezerwat przyrody.
Pogoda, mimo dużego wiatru piękna. Zupełnie pusto, cisza, po prost cudownie.
Właściwie to nawet dobrze się stało z tą awarią. Takie niespodziewane przedłużenie weekendu.

Niespodzianką spaceru było spotkanie z dzięciołem czarnym.

Dzięcioł czarny to największy z europejskich dzięciołów.
Jest cały czarny z niewielką czerwoną "czapeczką". Jesień to świetny czas na obserwacje ptaków, brak liści ułatwia wypatrzenie.






Dzięcioł czarny jest bardzo płochliwy i trudno go podejść, ale z drugiej strony, bardzo mocno uderza w drzewa i dobrze go słychać. Dzięki temu łatwiej go znaleźć.
 W mojej okolicy mieszka kilka gatunków dzięciołów, m.in. dzięcioł zielony, ale o nim może innym razem.
 Po powrocie prądu w dalszym ciągi nie było i musiałem uruchamiać jakieś zasilanie awaryjne. Cóż, uroki życia.
Widoki całkowicie wynagrodziły mi tę chwilową niedogodność.



sobota, 26 listopada 2011

Planowanie



W poprzednim poście pisałem jak przejść od marzeń do pragnień. Jeśli mamy już listę naszych pragnień, to następnym etapem będzie zaplanowanie, jak te pragnienia zrealizować.
W myśl starego japońskiego przysłowia: "wizja bez działania to marzenie, działanie bez wizji to koszmar", zadbajmy o to, aby nasze działania nie były koszmarem.
Cały proces planowanie podzielić możemy na 8 etapów:

  1. ustalenie celów - zgodnie z postem "wyznaczanie celów"
  2. poszukiwanie rozwiązań (różnych rozwiązań niezależnych od siebie)
  3. zidentyfikowanie problemów - warto zastanowić się nad wszystkimi trudnościami jakie mogą pojawić się podczas realizacji zadań
  4. ocenianie konsekwencji
  5. dokonanie wyboru
  6. wdrażanie planu
  7. kontrola realizacji 
  8. korekta planu.
Wyobraźmy sobie prosty cel jakim jest dotarcie z na spotkanie z Warszawy do Krakowa. Cel jest prosty i istnieje kilka możliwości jego realizacji: jazda pociągiem, samochodem,autobusem i być może, jeszcze kilka innych.
Problemy będą różne w zależności od wyboru sposobu dotarcia, np.: jeśli jadę samochodem mogą pojawić się korki, jeśli natomiast pociągiem to może być opóźnienie - nawet znaczne.
Zatem, należy ocenić konsekwencje potencjalnych problemów i wprowadzić niezbędne korekty. Np. jeśli jadę samochodem z Warszawy do Krakowa potrzebuję 4 godzin. Uwzględniając możliwość pojawienia się korków powinienem dodać do tego czasu jeszcze, powiedzmy 1,5 godziny.
Teraz jest czas na ocenę wszystkich możliwości i dokonanie wyboru. Załóżmy, że wybraliśmy samochód. Jeśli tak, to warto trasę podzielić na kilka etapów, np. Warszawa - Radom - Chęciny - Kraków. Następnie wyznaczamy czas w jakim powinniśmy osiągnąć poszczególne etapy.
Teraz przechodzimy do realizacji. Jeśli nie jesteśmy w założonym czasie w odpowiednim miejscu, to musimy wprowadzić niezbędne korekty do pierwotnego planu.
Proces kontroli i realizacji jest procesem powtarzającym się, aż do zakończenia całego procesu.

czwartek, 24 listopada 2011

Marzenie i pragnienia

Każdy z nasz marzy. Marzenia wypełniają nasze życie i ciągle się zmieniają. Marzymy o różnych rzeczach: o karierze, sławie, pieniądzach, wielkiej miłości. Są to marzenia dlatego, że nie następuje po nich działanie. Po prostu, myślimy sobie o tym jak byłoby fajnie gdyby ... .
Z pragnieniem jest nieco inaczej. Pragnienie zakłada jakieś działanie, choćby próbę zrealizowania tych pragnień.
Jeśli pragnienie zakłada jakieś działanie to następnym etapem po pragnieniu jest planowanie, później działanie i na końcu posiadanie.


Jeśli marzę o tym, żeby polecieć w kosmos, to prawdopodobnie zostanie to marzeniem. Jak zatem przejść od marzenia do pragnienia?
To czy marzenie zostanie marzeniem czy przekształci się w pragnienie (jakiś cel, który skłoni mnie do podjęcia określonych działań) zależy od przyjęcia pewnych kryteriów. Pomóc nam mogą w ustaleniu tych kryteriów odpowiedzi na kilka pytań:
  • Czy możliwe jest zdobycie tej rzeczy, zrobienie tego o czym marzę lub przeżycie określonych emocji? Inaczej mówiąc, czy jest to możliwe, czy jest do osiągnięcia?
  • Czy warto to mieć? Warto rozważyć wszystkie konsekwencje zrealizowania swoje marzenia. Np. koszty posiadania - jeśli marzymy o jakieś rzeczy. Czy to co zamierzam osiągnąć jest zgodne z moim systemem wartości? Czy wysiłek jaki trzeba włożyć w zdobycie tego, o czym marzę jest wart tego, co osiągnę?
  • Czy dzięki temu osiągnę to, czego naprawdę pragnę? Czy to zbliży nie do mojego najważniejszego celu lub celów? 
  • Ile naprawdę trzeba za to zapłacić? Wszystko ma swoją cenę, także realizacja marzeń. Warto rozważyć wszystkie wszystkie trudności, wyzwania i przeszkody z jakimi przyjdzie się zmierzyć, aby osiągnąć to o czym marzymy.
A teraz usiądź z kartką papieru i po lewej stronie wypisz swoje marzenia. Później odpowiedz na powyższe pytania i zadecyduj, które z tych marzeń mogą stać się pragnieniami.

W następnym odcinku, o tym jak od pragnień przejść do planowania.

wtorek, 22 listopada 2011

Wyznaczanie celów


Pośpiech i zapracowanie to nasza codzienność. Każdego dnia wykonujemy wiele różnych prac i czynności, często robimy nawet kilka rzeczy naraz a mimo to ciągle brakuje nam czasu. Powstaje zatem pytanie czy wszystki nasze działania są jednakowo ważne.
Zgodnie z regułą Pareto 20% naszych czynności generuje 80% rezultatów. Jeśli tak, to znaczy, że nie brakuje nam czasu, tylko robimy wiele niepotrzebnych rzeczy.
Co więc robić?
Po pierwsze trzeba skupić się na realizacji tych najważniejszych zadań. Możemy to zrobić w trzech krokach. Musimy:
  1. Zaplanować swoje zadania. Zróbmy listę tych zadań, których wykonanie zbliży nas do osiągnięcia celu.
  2. Ustalić własne priorytety. Tylko my możemy odpowiedzieć sobie na pytanie czy to zadania przybliża nas do osiągnięcia celu.
  3. Działać!
Do realizacji tych kroków potrzebny nam jest jeszcze jeden krok - krok zerowy. Trzeba wyznaczyć cel!
Wyznaczenie celu jest jak wyznaczenie trasy na mapie. Bez celu nie możemy wyznaczyć zadań ani wyznaczyć priorytetów. Cel musi być konkretny i precyzyjny.

Istnieje narzędzie znakomicie nadające się do wyznaczania celów. Jest to reguła SMART.

  • Specific – konkretny: Co dokładnie chcę osiągnąć?
  • Measurable – mierzalny: Jakie jest kryterium, po którym poznam, że cel został osiągnięty?
  • Achievable – osiągalny: Czy mam wszystko, czego potrzebuję do zrealizowania swojego celu?
  • Relevant – istotny dla mnie: Dlaczego chcę osiągnąć dany cel?
  • Time dimensioned – osadzony w czasie: Kiedy ostatecznie zrealizuję swój cel?
Zgodnie z tą zasadą celu przedstawiony poniżej  nie możemy uznać za prawidłowo wyznaczony:

"Chcę nauczyć się hiszpańskiego"

Cel ten sformułowany prawidłowo mógłby wyglądać jak poniżej:

"Chcę nauczyć się hiszpańskiego na poziomie średnio zaawansowanym do końca 2012 roku."

Być może, warto napisać ten cel na dużej kartce i umieścić w widocznym miejscu.

Powodzenia!

poniedziałek, 21 listopada 2011

Aktywne poszukiwanie pracy

Na początek.
Przez aktywne poszukiwanie pracy rozumiem działania wyprzedzające. To ja muszę poinformować świat i pracodawców o swoim istnieniu i swoich atutach, nie czekając na ogłoszenie o poszukiwaniu pracowników. Może nawet więcej, powinienem stale informować potencjalnych pracodawców o tym co u mnie się zmienia i jak wygląda mój rozwój.
Co jest do tego niezbędne?
Po pierwsze  baza danych potencjalnych pracodawców.
Jak ją stworzyć?
Zacznijmy od zdefiniowania kilku kategorii pracodawców:
  • Wymarzony pracodawca
  • Pożądany pracodawca
  • Dobry pracodawca
  • Może być
  • Jak nie ma innego wyjścia.
Oczywiście każdy powinien stworzyć własne kategorie.
Zacznijmy od kategorii najważniejszej czyli: wymarzony pracodawca.
Powinniśmy zgromadzić cały szereg informacji na temat tych firm. Po pierwsze dane teleadresowe. Po drugie dane o zespole menedżerskim tych firm, ze szczególnym uwzględnieniem szefów działów personalnych. Następny punkt to zakres działalności firmy oraz organizowane przez firmy praktyki staże jak również poszukiwani pracownicy. Wszystkie te dane dostępne są w internecie.
Oczywiście zgromadzenie takich danych wymaga pewnego nakładu pracy i narzędzi informatycznych. Dobrze sprawdza się Excel.
Jeśli mamy już takie dane to powinniśmy przygotować swoje cv i listy motywacyjne, pamiętając o tym, aby do każdej firmy napisać inny list dostosowanych do danej firmy. Pamiętajmy o dopisani klauzuli o zgodzie na przetwarzanie danych osobowych. Takie aplikacje powinniśmy wysyłać do wybranych firm „w ciemno” informując o tym, że chcemy podjąć z firmą współpracę teraz lub w przyszłości (jeśli jesteśmy studentami).  Aby działania te przyniosły skutek należy wysyłać swoje aplikacje przy każdej zmianie w doświadczeniu lub kwalifikacjach.
Pamiętajmy o przygotowaniu naszego cv i listu motywacyjnego w formacie pdf i wysyłaniu tych dokumentów pocztą elektroniczną.
Podobnie postępujemy ze pozostałymi kategoriami potencjalnych pracodawców. Oczywiście i mniej pożądany pracodawca, tym mniej danych o nim musimy zgromadzić. Dla uniknięcia pomyłek, warto zapisywać każdą grupę pracodawców w innym pliku. W obecnej sytuacji na rynku pracy, aby zdobyć pracę trzeba wysłać kilka tysięcy aplikacji. Oczywiście studenci powinni rozpocząć szukanie pracy (wysyłanie aplikacji na różne stanowiska, konkursy, projekty, itd.) pod koniec pierwszego roku.
Trzeba zarejestrować się na wszystkich portalach pośrednictwa pracy i stale aktualizować swoje dane.

czwartek, 17 listopada 2011

Jeden dzień

Czy zdarzyło się wam, że na waszą propozycję zrobienia czegoś, zorganizowania imprezy lub spotkania lub czegokolwiek innego, usłyszeliście:
"Wiesz, problem jest taki, że ..." lub "problem polega na tym, że ...", albo "chętnie, ale mam pewien problem ..."
A czy sami nieustannie nie używamy słowa problem?
Ja sam niezwykle często mówię: "mam problem", "pojawił się nowy problem", "ciągle te same problemy", itd..
Czy to znaczy, że jestem facetem z problemami?
Zdecydowanie nie chcę tak o sobie myśleć. Co zrobić?
Zróbmy drobny eksperyment - przez jeden dzień  zamiast słowa "problem" używajmy słowa "wyzwanie".
Chyba każdy się zgodzi, że "facet pełen wyzwań" brzmi lepiej niż "facet z problemami".
A dodatkowo, słowo "wyzwanie' ma w sobie jakąś pozytywną energię, moc, która sprawia, że jest nam łatwiej pokonać trudności.
Niby same słowa nic nie zmieniają w naszym życiu, ale może zmieniają nasze nastawienie do niego i wyzwań jakie ono przed nami stawia.
Co myślicie?




wtorek, 15 listopada 2011

Co ja dzisiaj robiłem? Kilka słów o zarządzaniu czasem.

Czy zdarzyło się wam kiedyś, że cały dzień pracowaliście jak szaleni, a pod koniec dnia okazało się, że niestety nic co ważne jest jest zrobione?
Mnie się zdarza, ale nie tylko mnie.
W czasie drugiej wojny światowej podobny problem miał amerykański generał Eisenhower i wymyślił jak sobie z tym radzić.
Narzędzie, które wymyślił nazywamy matrycą Eisenhowera.
Punktem wyjścia jest oczywiście posiadanie jasno określonego celu lub kilku. 
Spisujemy wszystkie nasze zadania (sprawy, projekty) i dzielimy je na cztery kategorie:


  • pilne i ważne – są to zadania o znaczeniu strategicznym dla naszego celu, a jednocześnie konieczne do wykonania w jak najszybszym możliwym czasie - (np. dzisiaj upływa termin płatności za telefon. Jeśli nie zapłacę, wyłączą go i nie będę mógł realizować następnych zadań);
  • ważne, ale niepilne – zadania, które są istotne dla osiągnięcia celu, niemniej ich realizacja może poczekać bez uszczerbku dla efektu końcowego - (np. za tydzień upływa termin zapłaty za telefon. Muszę to zrobić, ale nie ma konieczności robienia tego teraz);
  • pilne, ale nieważne – w ten sposób oznaczymy te zadania, które musimy wykonać w miarę szybko, jednak nie mają one zupełnie znaczenia dla naszych celów, jak np. zadania zlecone przez kogoś czy mało istotna rozmowa telefoniczna;
  • niepilne i nieważne – są to zadania, które z punktu widzenia naszych celów nie mają żadnego znaczenia i jednocześnie czas ich realizacji nie jest w żaden sposób ograniczony.
 Pomocna może być graficzny zapis naszych zadań, np. w takiej tabelce.




Ważne
Nie ważne
Pilne









Niepilne










Zwykle jest tak, że wiele zadań jakie mamy do zrobienia jest nie ważnych i nie warto nimi się zajmować, a przygotowanie takiej tabeli może być pomocne również w doprecyzowaniu naszych celów.
Zapraszam do dyskusji.

niedziela, 13 listopada 2011

Zmiany

Można chyba stwierdzić, że życie to ciągłe zmiany. Zmieniamy się my, zmienia się nasze otoczenie i zarówno to otoczenie obok nas, jak i to dalekie. A jednak, kiedy podejmujemy decyzję o zmianach w swoim życiu, to zawsze natrafiamy na jakąś przeszkodę. Coś jakby zamknięta brama. Nie wiemy jak otworzyć zamek i boimy się tego co jest za tą bramą.  Ta zmiana staje się zagrożeniem. Raz tym zagrożeniem jest niewiara w swoje możliwości. Czasem strach przed otoczeniem, rodziną, znajomymi, ... . Jak oni to przyjmą? Co zrobię, gdy oni to odrzucą?
A jednak bez zmiany nie ma rozwoju. Musimy iść do w nieznane niezależnie od konsekwencji. Musimy gdzieś tam odnaleźć siebie i być sobą, i ciągle otwierać nowe bramy i szukać nowych dróg. Swoich dróg.
Ale jakie ciekawe jest życie dzięki temu :)

poniedziałek, 7 listopada 2011

Zimorodek


W ramach południowego odpoczynku od pracy poszedłem nad rzekę do lasu. Ode mnie jest to nie więcej niż 10 minut marszu.
Szedłem wzdłuż rzeki, nieco zamyślony, kiedy nagle coś niebieskiego się poruszyło. Spojrzałem, ... i po raz pierwszy w życiu zobaczyłem Zimorodka. Niewielki ptaszek, bardzo rzadki w Polsce i śliczny. Niebieskie lotki, niebiesko-zielone skrzydła i rudobrązowy brzuch.
Widziałem go tylko przez kilka chwil, ale sprawił mi on wielką frajdę. I było to miłe oderwanie się od komputera.

niedziela, 6 listopada 2011

Koncert

Trafiła się okazja zajechać do Św. Lipki na Mazurach. Piękna okolica, cudowna pogoda i oczywiście, polska perełka baroku. Co więcej, szansa na posłuchanie koncertu, nawet jeśli to nie miał być jakiś "wybitny koncert" - ot po prostu, prezentacja instrumentu. Zadowolenie i podniecenie tym większe, że nie byłem tam kilkanaście lat.
Na miejscu (okazało się, że kościół się w remoncie) sprawdziłem godzinę koncertu, pokręciłem się po okolicy i gdy nadeszła pora poszedłem posłuchać muzyki.
Niestety, Jezuici zrobili nas .... (oprócz mnie było tam sporo turystów). Zamiast koncertu było nabożeństwo i czytany jakiś list biskupów, długi, nudny i ... A później 300 km do domu i do tego w korkach.
Mimo wszystko było warto. Organy są piękne.

piątek, 21 października 2011

Za dużo pomysłów


Od czasu do czasu pojawiają się nowe pomysły, które warte są realizacji. Niestety pomysły te pojawiają się w tym samym czasie i w rezultacie nie wiadomo za co się zabrać. Człowiek miota się między jednym a drugim projektem i ostatecznie nie robi nic.
Jak sobie z tym poradzić?
Mam dwie wypróbowane metody. Obie niestety, wymagają dyscypliny.
Sposób pierwszy.
Spisuję wszystkie pomysły na kartce a później wczytuję się w to co zapisałem. Dokonuję wyboru tylko jednego pomysłu i następnie biorę się za jego realizację.
Zaletą tego podejścia jest to, że nic nie odrywa mnie od realizacji projektu.
Wadą jest to, że trzeba odrzucić pozostałe pomysły bez sprawdzenia czy są dobre czy też nie.
Drugi sposób.
Początek jest podobny. Spisuję pomysły a następnie wybieram trzy.
Praca nad trzema projektami jednocześnie wymaga jednak innego podejścia. Tworzę bardzo dokładny rozkład dnia. Np. od 8 do 9 praca nad projektem pierwszym. Od 9 do 10 praca nad projektem drugi, itd.
Takie podejście wymaga od nas ogromnej dyscypliny, ale pozwala na zrealizowanie kilku zadań. Co więcej, praca nad kilkoma projektami jednocześnie odświeża nam umysł i łatwiej jest na dobrą realizację wszystkich projektów.
Oczywiście można pójść inną drogą. Nie robić nic i czekać aż człowiekowi przejdzie. :)
Zapraszam wszystkich do dyskusji i dzielenia się pomysłami jak zapanować nad swoją pracą.

środa, 12 października 2011

Dyscyplina

Powiedziałem sobie, że będę pisał więc piszę.
I tutaj pojawia się zagadnienie dyscypliny, a może lepiej byłoby powiedzieć, dyscypliny wewnętrznej. Porażki biorą się z braku tej wewnętrznej dyscypliny. Z tej niekonsekwencji wobec własnych ustaleń.
Jak nad sobą zapanować?

czwartek, 6 października 2011