środa, 28 grudnia 2011

Zmiana rzeczywistości

Od urodzenia budujemy własny obraz świata. Właściwie to nie zawsze my go budujemy. Nasza rodzina, znajomi, nauczyciele mówią nam, kim jesteśmy, jakie mamy zdolności, co chcielibyśmy robić. Czy zdarzyło się Wam usłyszeć: „Ty dziecko to jesteś humanistą i za matematykę się lepiej nie bierz” lub „Masz wybitne zdolności do rysunku”.
Nieważne, że rysować nie lubisz. I tak po pewnym czasie zaczynasz w to wierzyć i trzymać się tego, jak jakiegoś niepodważalnego dogmatu.
To samo odnosi się do opinii, jakie my mamy o innych. Opinie te nie są oparte na jakiś poważnych, czy choćby pobieżnych, analizach. Po prostu mamy swoje wyobrażenie o innych.   Ile razy zdarzyło się czekając na kogoś spóźniającego się na spotkanie myśleć: „ten to zawsze się spóźnia”, albo „to d... jeden, zawsze mnie lekceważy”. A przecież powody spóźnienia mogą być różne.
Ten sposób postrzegania rzeczywistości wypływa w istotny sposób na nasze życie. To nasze nastawienie często blokuje nasz rozwój, wpływa na nasze relacje z innymi, zamyka nas w jakimś zaklętym kręgu własnych niemożności. Chyba każdy zgodzi sie z twierdzeniem, że gdy myślimy  o winie osoby, która spóźnia się na spotkanie, to prawdopodobnie spotkanie zacznie się od wymówek. Z całą pewnością będzie to miało wpływ na dalsze wydarzenia.
Możemy to jednak zmienić poprzez zmianę postrzegania rzeczy, wydarzeń i siebie.
Zróbmy ćwiczenie.
Zastanówmy się nad jakąś sytuacją z naszego życia, np. głośny sąsiad.
Po pierwsze popatrzmy na to z naszej perspektywy. Jak to wydarzenie na nas wpływa? Co czujemy?
Po drugie, popatrzmy na to oczami tej drugiej osoby. Wczujmy się w sytuację tej drugiej osoby. Takie podejście pozwala na lepszą komunikację. Jest szczególnie przydatne, gdy chcemy naprawić z kimś relacje, gdy pracujemy nad swoim związkiem, gdy mamy trudnego współpracownika.
Po trzecie. Popatrzmy na to wydarzenie z punktu widzenia obserwatora, kogoś nie włączonego  w to wydarzenie. Można popatrzeć na to z punktu widzenia konsultanta, nauczyciela, doradcy czy może rodzica.
Róbmy takie ćwiczenia każdego dnia, a zobaczymy, jak zmienia się otaczająca nas rzeczywistość.

wtorek, 20 grudnia 2011

Nadzieja

Jakiś czas temu zwiedzałem Statens Museum for Kunst w Kopenhadze.Jest tam mnóstwo niezwykłych dzieł i można byłoby pisać o tym przez całe życie. Jednak, chcę opowiedzieć o jednej tylko rzeźbie. Stworzył ją Edvard Eriksen - ten sam, który w 1913 roku stworzył rzeźbę Małej Syrenki, a która stała się symbolem Kopenhagi. Rzeźbą tą jest Nadzieja (1904 rok). Wykonana z białego marmuru przedstawia kobietę tulącą dziecko. Zdjęcie nie oddaje emocji jakie towarzyszą, gdy stanie się przed tą rzeźbą. Jest tam i miłość i troska, i nadzieja. Nadzieja na dobre życie tego dziecka. Nadzieja na to, że będzie ono kimś niezwykłym, że będzie dobrym człowiekiem, że będzie ... wszystkim.
Mam dwie córki a ich narodzinom towarzyszyła właśnie nadzieja.
Boże Narodzenie już tuż ... tuż, a ja myśląc o tych świętach nie widzę żłóbka z dzieciątkiem,  lecz tę rzeźbę.




poniedziałek, 19 grudnia 2011

Karp w szarym sosie

Jak co roku przed świętami zastanawiam się czy Wigilia ma być tradycyjna, czy może dopuścić choćby odrobinę zmian. Generalnie do tradycji jakoś szczególnie przywiązany nie jestem poza jednym wyjątkiem – karp w szarym sosie. Nawet nie to, że karp to jakaś dobra ryba. Chodzi o ten sos  a właściwie o to zestawienie. Karp kojarzy mi się wigilią i dzieciństwem a szary sos to jak podróż do odległych krain. Jest w nim słodycz przełamana delikatnym aromatem limonki. Są tam rodzynki i cudowne płatki migdałowe. Do smaków tych wprowadza pewien niepokój piernik, nieodzowny składnik tego sosu. Wszystko to wzmocnione aromatycznym winem sprawia, że jak Sindbad wędrujemy po krajach orientu.
Poniżej moja interpretacja tego sosu.
Karmelizujemy  dwie łyżki miodu. Miód dobieramy w zależności od upodobań – może być nieco ostrzejszy gryczany lub neutralny wielokwiatowy. Dobry efekt daje też miód spadziowy. Robiąc karmel należy uważać, żeby miodu nie przypalić – jest wtedy bardzo gorzki.
Karmel zalewamy wywarem z ryby mieszając, aż do całkowitego rozpuszczenia się karmelu. Teraz dodajemy rodzynki, płatki migdałowe i sok z limonki. Można oczywiście dodać sos z cytryny lub ocet. Ja preferuję limonkę ze względu na łagodny smak i niezwykły aromat. Do całości wlewamy czerwone wino. Wino dobieramy według własnych upodobań. Ja zwykle używam porto.
Teraz bierzemy pierniki – najlepsze są zwykłe katarzynki.  Pierniki wkruszamy do sosu. Piernik dodaje aromatu i zagęszcza sos, dzięki czemu nie musimy używać mąki. W związku z tym, że bardzo lubię migdały, dodaję jeszcze troszeczkę zmielonych migdałów. To również zagęszcza sos. Zarówno pierniki jak i zmielone migdały, powinniśmy dodawać stopniowy, aby sos nie był zbyt gęsty.
Sos powinien być słodko-kwaśny, a zatem możemy dodać miodu lub soku z limonki w celu osiągnięcia idealnego dla nas smaku.
Karpia gotuję w wywarze w warzyw z dodatkiem ziela angielskiego i goździków.
Smacznego.

środa, 14 grudnia 2011

Budżet czasu

Jak długo będziesz się z tym grzebał?
To jest często zadawane pytanie. Czas jest cenny, bo nie można go kupić. Dlatego też, w zarządzaniu tworzy się budżety czasu. Wyobraźmy, że kierujemy kilkuosobowym zespołem. Raz na pół roku polecamy, aby każda osoba z zespołu zapisywała, z dokładnością do jednej minuty, wszystko co robi w ciągu dnia. Po tygodniu, zbieramy te dane i poddajemy analizie. Na podstawie zapisów robimy tabelę z uśrednionymi wynikami. Taka tabela staję się dla nas punktem odniesienia przy ocenie sprawności poszczególnych osób. Np. średni czas przepisywania 1 strony A4 na komputerze wynosi 15 minut. Jeśli w zespole znajdzie się osoba, która potrzebuje na to minut 40, to oznacza, że powinniśmy się tym zająć – wysłać tę osobę na kurs szybkiego pisania, lub skierować do innych zadań. Oczywiście, jeśli ktoś przepisuje tę stronę w ciągu 3 minut, to istnieje podejrzenie, że nie wykonuje tego prawidłowo – robi duże błędów lub pisze byle co.
Postępując w ten sposób możemy wybrać obszary do naprawy. I tak, jeśli prowadzimy wydawnictwo i przepisywanie tekstów jest ważne, to skracając czas przepisywania jednej strony zyskujemy przewagę konkurencyjną, gdyż możemy obniżyć ceny i czas realizacji.
Przy czasie 15 minut na stronę w ciągu 8 godzin otrzymujemy 32 strony.
Przy czasie 10 minut na stronę w ciągu 8 godzin otrzymujemy 48 stron.
Zysk jest widoczny.
A jeśliby zastosować tę metodę w życiu osobistym. Warunkiem koniecznym powodzenia jest chęć rozwoju i pomysł na to, jak wykorzystać zaoszczędzony czas.
Zapiszmy, ile czasu potrzebujemy na wykonanie jakiś ważnych i wykonywanych każdego dnia czynności. Np. moją pasją jest gotowanie i gotuję każdego dnia. Oznacza to, że przygotowuję śniadanie, obiad i kolację. Czasem jakiś deser. Powiedzmy, że zajmuje mi to 90 minut dziennie. Idąc dalej tym tropem mógłbym, poprawiając technikę gotowania – np. obieranie i krojenie cebuli – mógłbym zaoszczędzić 10 minut dziennie. Załóżmy, że gotuję 300 dni w roku i 50 lat w ciągu całego życia. Otrzymujemy: 10 x 300 x 500 = 150 tysięcy minut czyli 2,5 tysiąca godzin.
Kurs języka obcego zakończony certyfikatem trwa standardowo 600 godzin. Usprawniając swoją technikę gotowania, mógłbym zaoszczędzić czas wystarczający do nauczenia się 4 języków obcych.
A teraz możemy potraktować to jak zabawę liczbami, ale możemy też zająć się swoim budżetem czasu.
Powodzenia

wtorek, 6 grudnia 2011

Nie

Mahatma Gandhi powiedział: "Nie podyktowane najgłębszym przekonaniem jest lepsze i wspanialsze, niż Tak wypowiedziane tylko po to, aby kogoś zadowolić albo, co gorsza, by uniknąć kłopotów".
Każdego dnia ludzie zasypują nas rozmaitymi prośbami,  a to o pomoc, a to o pozostanie dłużej w pracy, a to rozmowę, pieniądze i tysiące innych spraw. Wielokrotnie mówimy "Tak" ponieważ nie chcemy komuś sprawić przykrości, boimy się, że mówiąc "Nie" stracimy pracę,     a może nie chcemy popsuć naszych relacji, albo dla świętego spokoju.
Niestety takie "Tak" niszczy nas. Zatracamy siebie i swoje cele. Musimy powiedzieć "Nie", żeby obronić własne cele  i własne pragnienia.
Punktem wyjścia do powiedzenia "Nie" jest stworzenie - uświadomienie sobie - własnych celów   i pragnień. Muszę  wiedzieć, co jest dla mnie największą wartością i tej wartości bronić.
"Nie" jest fantastyczny narzędziem w określeniu celu działania. Mów "Nie" wszędzie tam, gdzie powiedzenie "Tak" niszczy lub przeszkadza Ci w osiągnięciu Twojego celu. To "Nie" trzeba mówić również sobie i swoim nawykom i te nawyki zmieniać.

piątek, 2 grudnia 2011

Posiadanie

Ostatnim etapem przejścia od marzeń do realizacji jest osiągnięcie celu - jego posiadanie. Etap ten często jest powodem naszych rozczarowań i utraty motywacji do dalszych działań. Zdarza się, że to co osiągnęliśmy wydaje się nam jakieś małe, nieważne, niewarte uwagi. Marzyliśmy o dyplomie i kiedy go mamy to nagle wydaje się, że to nic takiego. Pragnęliśmy samochodu i kiedy wreszcie go posiadamy to wydaje się nam jakiś gorszy od innych. Często mówimy: "to nic takiego", "każdy mógł to zrobić", "nie ma o czym mówić". 
Takie podejście nie pozwala nam cieszyć się z naszych osiągnięć i zabija w nas motywację do dalszych działań.
Dobrym lekarstwem na to jest stworzenie własnych kryteriów sukcesu. Najlepiej to zrobić przed rozpoczęciem planowanie. Kryteria te mogą być różne, np: szybkość realizacji zadania, perfekcja, dyplom, certyfikat, włożony wysiłek lub dokładność realizacji. Jeśli to co osiągnęliśmy pozostaje w zgodzie z kryteriami jakie sobie wyznaczyliśmy to bądźmy dumni z siebie i swoich osiągnięć.