czwartek, 14 czerwca 2012

Krutynia


Ostatni długi weekend spędziłem na mazurach i głównym punktem wyjazdu był spływ Krutynią. Czerwiec doskonale nadaje się na organizowanie takie spływu, gdyż wody jest wtedy wystarczająco dużo, a jednocześnie wszelkie rośliny rzeczne nie są jeszcze w pełni rozwinięte i dzięki temu, można przepłynąć całą rzekę bez problemów. I co jest nie bez znaczenia - ludzi znacznie mniej. Były takie miejsca, gdzie nie było ani jednego kajaku.


W lipcu, szczególnie jeśli jest to ciepły i suchy lipiec, taki spływ jest utrudniony. Wody jest mniej a i roślin więcej. 
Takie spotkanie z naturą to fantastyczny lekarstwo na stres.








środa, 4 kwietnia 2012

Sarniak

Wczorajszy dzień, wbrew zapowiedziom synoptyków, okazał się dość ciepły i słoneczny. Dlatego też, pomiędzy dwoma spotkaniami z klientami, wszedłem na kilka chwil do lasu. Początek wiosny, ładny dzień, lepiej więc pospacerować w lesie niż pić kolejną kawę czekając na spotkanie.
Okazało się, że spacer był z niespodzianką. Na samym początku lasu, a może lepiej powiedzieć na końcu osiedla mieszkalnego, spotkałem sarniaka. Bliższe prawdy jest stwierdzenie, że to on mnie spotkał. Przez kilka chwil słyszałem jakiś szelest,
ale niczego nie widziałem. Dopiero po chwili zorientowałem się, że ten mały sarniak mnie obserwuje. Oczywiście nie jest to nic nadzwyczajnego, jest to w końcu najpopularniejsze zwierze łowne w Polsce. Polska liczebność saren to ponad 800 tys. Tak więc mimo, że nie było to spotkanie wyjątkowe, to jednak bardzo miłe.
Zwykle mam przy sobie jakiś aparat, choć tym razem nie byłem przygotowany. Trwało chwilę nim wyjąłem go z plecaka, ale rogacz okazał się otwarty na zdjęcia i poczekał, aż będę gotowy do zrobienia kliku fotek i dopiero po "sesji" pognał w las.

sobota, 31 marca 2012

Kreatywność

Co rusz natykam się na hasła „kreatywność”, „bądź kreatywny”, „kreatywnie rozwiązuj problemy” i wiele temu podobnych. Dopełnieniem tego jest niezliczona liczba różnego rodzaju kursów, szkoleń i  publikacji mówiących o tym jak być kreatywnym. Pojawiają się tam takie stwierdzenia jak „uwolnij swoje myśli”, „oderwij się od schematów”.

Ta presja na bycie kreatywnym jest tak duża, że postanowiłem zrobić przegląd swojego życia i swoich osiągnięć, i zastanowić się jak to jest u mnie z tą kreatywnością.
Zacząłem od definicji – oczywiście z wikipedii, mało kreatywnie, ale szybko.

I tak dowiedziałem się, że "kreatywność (postawa twórcza; od łac. creatus czyli twórczy) - proces umysłowy pociągający za sobą powstawanie nowych idei, koncepcji, lub nowych skojarzeń, powiązań z istniejącymi już ideami i koncepcjami. Myślenie kreatywne, to myślenie prowadzące do uzyskania oryginalnych i stosownych rozwiązań. Alternatywna, bardziej codzienna definicja kreatywności mówi, że jest to po prostu zdolność tworzenia czegoś nowego."

No i mam „problem”. (Wiem, powinienem napisać „stoję przed wyzwaniem”.) - Nigdy w życiu nie wymyśliłem nic nowego, a zatem nie jestem i nie byłem kreatywny.

Jeśli jednak popatrzę na swoje osiągnięcia, to jest trochę lepiej.

Kilka lat temu stanąłem przed dużym wyzwaniem na gruncie zawodowym. Pracowałem dla dużej międzynarodowej korporacji w momencie załamania się skuteczności prowadzonego marketingu.

Oczywiście trzeba było wymyślić coś nowego.

Zacząłem od przejrzenia dokumentów korporacyjnych dotyczących marketingu. Sporo świetnego materiału. Następnie wybrałem jeden element i po prostu dostosowałem go do aktualnych potrzeb.
Okazało się to wielkim sukcesem. Dostałem nagrodę, jeździłem z wykładami na ten temat i stałem się guru marketingu nie wymyśliwszy nic nowego. Sytuacje takie powtarzały się kilkakrotnie. Zamiast wymyślać, dostosowywałem już wymyślone.

Jak patrzę na inne swoje osiągnięcia – te duże i te całkiem malutkie, codzienne – to okazuje się, że kreatywność nie jest mi do niczego potrzebna. Właściwie za cokolwiek bym się zabrał, to już ktoś robił to przede mną i szlak jest przetarty. Nie muszę wymyślać nowych rozwiązań, wystarczy, że dostosuję do swoich potrzeb to, co jest już wymyślone. 

Schemat, który sprawdza się w moim życie jest następujący:

Zdefiniuj problem – zobacz jak zrobili to inni – dostosuj metodę do swoich potrzeb – zrób to – skoryguj – ciesz się sukcesem.

wtorek, 13 marca 2012

Później

Przed salą egzaminacyjną oczekuje kilkadziesiąt osób przygotowuje się do egzaminu. Każdy ma jakąś strategię przejścia przez ten egzamin. Bardzo popularnym podejściem jest ustawianie się na końcu kolejki i wypytywanie kolejnych wychodzących o przebieg egzaminu.
Podobnie jest w wielu innych sytuacjach życiowych. Trzeba pójść do dentysty, ale ciągle zwlekamy. Mamy problem z zapłaceniem kolejnej raty i też czekamy. Należy poinformować szefa, że niestety nie zrobiliśmy projektu na czas, ale odkładamy tę informację w czasie.
Unikamy trudnych i nieprzyjemnych sytuacji niemalże odruchowo. Niestety, brak wizyty  u stomatologa pogłębia tylko nasz problem. Brak kontaktu z bankiem nie sprawi, że kredyt sam    się  spłaci. Brak reakcji na pojawiające się kłopoty tyko je wzmacnia i generuje nowe problemy.
Często jest tak, że nasza obawa czy też strach przed czymś jest większa niż rzeczywiste zagrożenie. Egzamin nie koniecznie musi być trudny, wizyta u stomatologa bolesna, a rozmowa  z bankiem może okazać się całkiem miła, a przede wszystkim skuteczna . Jednakże, najważniejsze jest to, że nasze działanie, wychodzenie na przeciw trudnej sytuacji, zmierzenie się z nią, uwalnia nasz umysł.
Jeśli nie skontaktuję się z bankiem, to każdego dnia będę spodziewał się reakcji banku. - To mnie sparaliżuje. - To odbierze mi siły i odbierze radość życia.
Jedynym rozwiązaniem jest stawienie czoła pojawiającym się trudnościom. Dotyczy to każdej sprawy, nawet odkurzania dywanu, której to czynności nienawidzę. Lepiej zrobić to od razu         i mieć spokój.
W książce Mario Puzo „Rodzina Borgiów”, papież Aleksander mówi do swojej córki:
„Nieprzyjemności dobrze jest jak najszybciej mieć za sobą – .... – Można wtedy wrócić do normalnego życia bez miecza wiszącego nad głową.”  

piątek, 24 lutego 2012

Błogosławiona porażka


Jeszcze w szkole podstawowej zapragnąłem nauczyć się gry na gitarze. Nie wiem skąd mi się to wzięło, niemniej pragnienie było silne. Oczywiście i wyzwanie nie małe, gdyż gitary nie miałem,   a i z pieniędzmi na tę gitarę było podobnie. Jednak udało się. Moje szczęście było wielkie i z wielkim zapałem wziąłem się za naukę gry i ćwiczenia. Pewnym ułatwieniem było to, że pomagał mi mój sąsiad muzyk. Szybko okazało się, że to moje marzenie ma swoje drugie oblicze. Ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia, a wynik wciąż daleki od oczekiwanego. Mówiąc inaczej - porażka za porażką.
Zatem znowu ćwiczenia i znowu nie taki efekt. I wtedy doszedłem do wniosku, że zamiast denerwować się na te niepowodzenia, trzeba dokładnie się im przyjrzeć i dokładnie przeanalizować co zrobiłem źle i na tych złych elementach się skupić. I tak okazało się, że jestem w stanie poprawić technikę gry koncentrując się na tych właśnie elementach. Co więcej, to skupienie uwagi na określonych fragmentach sprawiło, że mogłem odnaleźć swoją własną drogę lub też wzorować się na technikach mistrzów.
W pewnym momencie moja gra stała się na tyle dobra, że mogłem uchodzić za eksperta (oczywiście w gronie amatorów, gdyż nie zajmuję się muzyką, ani żadnej szkoły muzycznej nie kończyłem).
Mijały lata a ja coraz częściej, we wszystkim co robiłem, koncentrowałem się na tych elementach, które nie wychodzą. W sposób świadomy oczekiwałem błędów, żeby je przeanalizować i usunąć.
Obecnie pracując nad jakimś projektem, tworzę najpierw jego wersję testową, żeby znaleźć błędy i je wyeliminować. Mówiąc inaczej, porażka stała się dla mnie drogą do sukcesu. Jednocześnie dobrze wykorzystana drobna porażka, może uchronić nas prze katastrofą.

niedziela, 12 lutego 2012

Potęga procedury

Skuteczność działania jest dobrym wyznacznikiem tego czy robimy coś dobrze czy też nie. Oczywiście pomijam zagadnienia czysto moralne, w których intencja i zaangażowanie są ważniejsze.

Zwykle chodzi nam o osiągnięcie wyznaczonego celu i to możliwie jak najmniejszym nakładem pracy i zasobów. Takie podejście jest obecne zarówno w życiu prywatnym, jak i w pracy. Jesteśmy nastawieni na szybkie osiągnięcie celu.

Z moich doświadczeń wynika, że najlepszym sposobem jest zastosowanie procedur do wszystkich naszych działań. Przez procedurę rozumiem określony ciąg działań, które należy zrealizować w konkretnej sytuacji. Oczywiście, każdy z nas stosuje takie procedury nie zastanawiając się nad tym. Wsiadamy do samochodu, wkładamy kluczyk do stacyjki, naciskamy sprzęgło i przekręcamy kluczyk. Jest to określona procedura, która pozwala nam na uruchomienie samochodu i jednocześnie stosowanie takiej procedury, uwalnia nas od zastanawiania się (opracowywania nowe procedury za każdym razem, gdy wsiadamy do samochodu) jak taki samochód uruchomić.

Jeśli ten przykład wydaje się oczywisty, to dlaczego takiego podejścia nie mielibyśmy zastosować  do naszych codziennych obowiązków, zarówno tych prywatnych, jak i zawodowych?

Oczywiście musimy poświęcić trochę czasu na opracowanie procedury i ewentualne jej dopracowanie. Niektóre procedury trzeba będzie zmieniać wraz ze zmianą otoczenia i warunków, ale i tak się opłaca.

Procedury możemy podzielić na procedury liniowe – proste zadania i czynności oraz warunkowe – przy czynnościach bardziej skomplikowanych.

Przykładem procedury linowej może być przygotowanie jajka na miękko, przy założeniu, że posiadamy w domu wszystkie niezbędne składniki i narzędzia. W takim przypadku, procedura ta może mieć następujące etapy:
  1. Wyjmij jajko z lodówki
  2. Wyjmij garnuszek z szafki
  3. Wlej wodę do garnuszka do połowy jego objętości
  4. Zapal gaz i postaw garnuszek z wodą na gazie
  5. Gdy woda zacznie wrzeć, włóż jajko
  6. Wyjmij jajko z wody, po 3 minutach gotowania
Procedura ta będzie bardziej skomplikowana, jeżeli nie posiadamy wszystkich składników.      Oto przykład.
  1. Sprawdź czy posiadasz jajka w lodówce
  2. Jeśli TAK przejdź do realizacji punktu 5
  3. Jeśli NIE przejdź do realizacji punktu 4
  4. Idź do sklepu i kup jajka
  5. Wyjmij jajko z lodówki
  6. Wyjmij garnuszek z szafki
  7. Wlej wodę do garnuszka do połowy jego objętości
  8. Zapal gaz i postaw garnuszek z wodą na gazie
  9. Gdy woda zacznie wrzeć, włóż jajko
  10. Wyjmij jajko z wody po 3 minutach gotowania
Jak widać, procedurę tę można rozbudować o bardzo wiele punktów, zależnych od konkretnej sytuacji.

Brak odpowiedniej procedury może sprawić nam wiele niespodzianek i to nie zawsze przyjemnych. Ponieważ lubię gotować, pozostanę przy tematyce kuchennej. Pewnego dnia zachciało mi sie domowej pizzy. Niewiele myśląc, przygotowałem zaczyn drożdżowy, wyjąłem stolnicę i sięgnąłem po mąkę. Niestety mąki nie było. Poszedłem do sklepu kupić mąkę. W tym czasie przygotowany wcześniej zaczyn wyrósł na tyle, że wylał się z garnuszka i nie nadawał się do użytku. Trzeba było zrobić go ponownie. Gdybym zastosował procedurę, uniknąłbym takiej niespodzianki.

Bliższe przyjrzenie się przykładom pozwala wyciągnąć wniosek, że procedura nie musi ograniczać się tylko do jednego określonego działania. I tak zamiast punktu „Sprawdź czy masz jajka w lodówce”, można zastosować procedurę „Sprawdź czy masz potrzebne elementy ...”. I tak wyjeżdżając samochodem możemy sprawdzić czy mamy ze sobą dokumenty, robiąc remont sprawdzić czy mamy narzędzia, itd.

Stosowanie takiej procedury przez dłuższy czas stanie nie nawykiem. W ten sposób, procedura będzie elementem kształtującym naszą osobowość.

W swoim życiu zawodowym współpracując między innymi z Niemcami i Anglikami wielokrotnie mogłem doświadczyć, że czasem procedury są uciążliwe i denerwujące, ale zawsze niezwykle skuteczne.

piątek, 20 stycznia 2012

Sztuka relaksu

Niezwykle szybkie tempo życia, praca nad wieloma projektami jednocześnie, panowanie nad sprawami domowymi, przeskakiwanie z jednej sprawy na drugą – wynikające nie tyle z naszej chęci co z życiowej konieczności oraz ogromna ilość informacji jakie do nas docierają, powoduje, że żyjemy w nieustannym stresie. Nawet jeśli nie jest to stres permanentny, to jednak pojawia się przy niemal każdym zadaniu. Oczywiście stres obniża naszą sprawność, sprawia kłopoty ze snem oraz nie pozwala nam cieszyć się życiem.
Skoro tak, to wielkim wyzwaniem dla nas jest nauczenie się relaksu. Opracowanie dla siebie jakiś technik, metod szybkiego doprowadzenia się do stanu odprężenia, pewnego „wyczyszczenia” umysłu i rozluźnienia mięśni.
Moja metoda, jaką stosuję na co dzień, zarówno w pracy jak i w domu, czy jakiejkolwiek innej sytuacji oparta jest o zasady jogi. Można się zrelaksować, przy odrobinie wprawy, w kilka minut.
Metoda ta składa się z dwóch elementów.
Pierwszy to świadomy oddech.
Usiądź wygodnie, jeśli nie jest to możliwe, to stań w wygodnej pozycji. Oczywiście, jeśli jest to możliwe, to można się położyć. Metoda ta sprawdza się dobrze, przy problemach z zasypianiem.
A teraz oddychamy. Wdech przez nos, wydech prze usta. Postarajmy się oddychać przeponą, „z brzucha”. Ważnym elementem tego ćwiczenia jest myślenie o oddechu. Myślimy, o tym jak wciągamy powietrze i jak je wydychamy. Wyobraźmy sobie jak to powietrze przepływa przez nasz organizm. Myślmy o tym przy każdym oddechu.
Drugi element to wizualizacja. Pomyślmy o czymś przyjemnym. Góry, strumyk, brzeg morza, śpiew ptaków. Myślmy o czymś, co sprawia nam przyjemność i relaksuje nas. To myślenia powinno być bardzo intensywne, prawie namacalne. Oczywiście potrzeba trochę wprawy.
A teraz połączmy obie te techniki. Oddychając i myśląc o oddychaniu, jednocześnie gdzieś w tle, wizualizujemy te miłe dla nas obrazy.
Wystarczy kilka minut, żeby poczuć się zrelaksowanym.
Często stosuję tę technikę, gdy nie mogę zasnąć. Wtedy oddychając, myślę o białej ścianie. Po kilku minutach zasypiam.

wtorek, 3 stycznia 2012

Przymus wyboru

Kilka tygodni temu podjąłem decyzję o tym, że będę biegał, tak „dla zdrowotności”. Oczywiście, zgodnie z duchem czasu, pierwszym krokiem było przejrzenie internetu w poszukiwaniu wskazówek, no i oczywiście gadżetów „prawdziwego” biegacze. Następny krok to konsultacje. Szczęśliwie złożyło się, że w gronie znajomych znajduje się maratończyk. Uzbrojony w całą tę wiedzę i wskazówki, rozpocząłem wytyczanie tras. Mówię tras, gdyż zgodnie z zaleceniami, co kilka tygodni, tras biegu ma się zwiększać. Zatem przy pomocy google i gps (bieganie bieganiem, a gadżety trzeba mieć),  wyznaczyłem trasy i to niestety był koniec tej części przyjemniejszej. Niestety następnym krokiem było już samo bieganie. Decyzja podjęta, znajomi trzymają kciuki, a mnie biegać się nie chce. I pierwszą walkę musiałem stoczyć wstając rano z łóżka z zamiarem biegania.
Rozważałem różne opcje przesunięcia w czasie tego nieprzyjemnego momentu. Zawsze można jakoś przed znajomymi się wytłumaczyć, a przed sobą specjalnie tłumaczyć się nie trzeba.
Ostatecznie, wytykając sobie lenistwo, brak konsekwencji, zniewieściałość i dużo innych spraw,   o których trudno mówić publicznie, wstałem.
W czasie biegu okazało się, że wyobrażenie o własnej kondycji nieco rozmija się z rzeczywistością i ponownie pojawiło sie pytanie, czy przypadkiem nie należałoby zakończyć całej tej imprezy.      I tym razem „męstwo bycia” wzięło górę.
Niestety, to nie był koniec moich zmagań. W czasie całego, niezbyt długiego dystansu, liczącego zaledwie 1500 metrów, kilkakrotnie pojawiała się chęć wycofania się z tej imprezy.
Kiedy wreszcie dobiegłem do bramy domu, poczułem dumę zwycięstwa, by po dwóch dniach, przeżywać wszystko to ponownie. Mijają tygodnie i jedyne co się zmienia, to momenty, w których pojawiają się wątpliwości. Ostatecznie, to bieganie poprawia kondycję.
Biegnąc dzisiaj rozmyślałem, że w gruncie rzeczy, całe życie składa się z wyborów. Każdego dnia, każdej chwili musi podejmować ciągle tę samą decyzję. Przy każdej trudności, przy każdej „pokusie”, przy każdej pojawiającej się chwili słabości, musimy dokonać ponownego wyboru. Kilka lat temu moja asystentka powiedziała: „Andrzej, to nic, że musiałam dzisiaj przyjść na ósmą. Najgorsze jest to, że będę musiała robić to, przez następne 40 lat”.
Zasadniczo nie interesuje się poezją, ale w tym miejscu bardzo pasuje cytat z Lieberta:
„Jedno wiem, i innych objawień
Nie potrzeba oczom i uszom –
Uczyniwszy na wieki wybór,
W każdej chwili wybierać muszę.”
W Nowym Roku życzę i Wam i sobie, żebyśmy umieli wybierać.