Kilka tygodni temu podjąłem decyzję o tym, że będę biegał, tak „dla zdrowotności”. Oczywiście, zgodnie z duchem czasu, pierwszym krokiem było przejrzenie internetu w poszukiwaniu wskazówek, no i oczywiście gadżetów „prawdziwego” biegacze. Następny krok to konsultacje. Szczęśliwie złożyło się, że w gronie znajomych znajduje się maratończyk. Uzbrojony w całą tę wiedzę i wskazówki, rozpocząłem wytyczanie tras. Mówię tras, gdyż zgodnie z zaleceniami, co kilka tygodni, tras biegu ma się zwiększać. Zatem przy pomocy google i gps (bieganie bieganiem, a gadżety trzeba mieć), wyznaczyłem trasy i to niestety był koniec tej części przyjemniejszej. Niestety następnym krokiem było już samo bieganie. Decyzja podjęta, znajomi trzymają kciuki, a mnie biegać się nie chce. I pierwszą walkę musiałem stoczyć wstając rano z łóżka z zamiarem biegania.
Rozważałem różne opcje przesunięcia w czasie tego nieprzyjemnego momentu. Zawsze można jakoś przed znajomymi się wytłumaczyć, a przed sobą specjalnie tłumaczyć się nie trzeba.
Ostatecznie, wytykając sobie lenistwo, brak konsekwencji, zniewieściałość i dużo innych spraw, o których trudno mówić publicznie, wstałem.
W czasie biegu okazało się, że wyobrażenie o własnej kondycji nieco rozmija się z rzeczywistością i ponownie pojawiło sie pytanie, czy przypadkiem nie należałoby zakończyć całej tej imprezy. I tym razem „męstwo bycia” wzięło górę.
Niestety, to nie był koniec moich zmagań. W czasie całego, niezbyt długiego dystansu, liczącego zaledwie 1500 metrów, kilkakrotnie pojawiała się chęć wycofania się z tej imprezy.
Kiedy wreszcie dobiegłem do bramy domu, poczułem dumę zwycięstwa, by po dwóch dniach, przeżywać wszystko to ponownie. Mijają tygodnie i jedyne co się zmienia, to momenty, w których pojawiają się wątpliwości. Ostatecznie, to bieganie poprawia kondycję.
Biegnąc dzisiaj rozmyślałem, że w gruncie rzeczy, całe życie składa się z wyborów. Każdego dnia, każdej chwili musi podejmować ciągle tę samą decyzję. Przy każdej trudności, przy każdej „pokusie”, przy każdej pojawiającej się chwili słabości, musimy dokonać ponownego wyboru. Kilka lat temu moja asystentka powiedziała: „Andrzej, to nic, że musiałam dzisiaj przyjść na ósmą. Najgorsze jest to, że będę musiała robić to, przez następne 40 lat”.
Zasadniczo nie interesuje się poezją, ale w tym miejscu bardzo pasuje cytat z Lieberta:
„Jedno wiem, i innych objawień
Nie potrzeba oczom i uszom –
Uczyniwszy na wieki wybór,
W każdej chwili wybierać muszę.”
W Nowym Roku życzę i Wam i sobie, żebyśmy umieli wybierać.